T: 61 659 37 55

E: sklep@swietywojciech.pl

WYSYŁKA

dostawa

ZAWSZE

Kiedy twój rodzic staje się twoim dzieckiem

Ken Abraham

Liczba stron:
312
Wymiary:
140x210 mm
Oprawa:
miękka
ISBN:
978-83-7516-543-2
Tłumacz:
Iwona Janiak
Rok wydania:
2014
Wydanie:
Pierwsze
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Święty Wojciech
Rodzaj:
KSIĄŻKA
SZCZEGÓŁOWE INFORMACJE

KEN ABRAHAM, pisarz, którego trzynaście książek znalazło się na prestiżowej liście bestsellerów „New York Timesa”, opowiada, jak towarzyszył swojej mamie w jej podróży przez demencję. Ken Abraham z początku postrzega zmiany w zachowaniu swojej mamy – utratę pamięci, spadek formy fizycznej, nietypowe reakcje – jako normalne dla osób w podeszłym wieku. Wkrótce jednak uświadamia sobie, że to demencja; i że nieodwracalnie zmieni ona życie jego mamy, a także życie całej rodziny.
Rejestrując pogarszający się systematycznie stan matki, Abraham podpowiada, w jaki sposób radzić sobie z chorobą i jej konsekwencjami w gronie rodzinnym. Z humorem, a zarazem przypominając, że Dekalog nakazuje nam czcić rodziców, dodaje czytelnikom odwagi w podejmowaniu obowiązków, częstokroć trudnych, proponuje wiele praktycznych rad, które rodziny mogą zastosować, aby uczynić to doświadczenie bezpieczniejszym, lepszym, znośniejszym dla osoby dotkniętej chorobą.
Nie pozwól się zaskoczyć – bądź poinformowany, zanim stawisz czoła wyzwaniom i trudnościom związanym z chorobą Alzheimera lub demencją u drogiej ci osoby. Ta książka może ci w tym pomóc.

52
INNE WYDANIA
CENA

29,90 zł

19,90 zł

Nowe Towar dostępny 9788375165432 25,40
CENA DETALICZNA29,90 zł
NASZA
CENA
25,40

DOSTĘPNOŚĆ:

Niska (Wysyłka w 24h)

Dostawa już od 2,99 zł

RECENZJE W MEDIACH

Granice.pl

Szybko mijające chwile nie pozostawiają żadnych złudzeń: wczoraj dzieci, dzisiaj - młodzież, jutro - dorośli. A ponieważ czas nie zatrzymuje się nawet na moment, z jego upływem związane są kolejno po sobie następujące zmiany w organizmie. Im człowiek jest starszy, tym większemu spowolnieniu ulegają procesy życiowe, a nic nie zwalnia ludzi młodych od opieki nad potrzebującymi. Wzorcowym przykładem postępowania z osobami w podeszłym wieku jest historia opisana przez Kena Abrahama, który w książce Kiedy twój rodzic staje się twoim dzieckiem przybliża realia codziennego życia z osobą dotkniętą stanem demencyjnym (znaczne obniżenie sprawności umysłowej spowodowane uszkodzeniem mózgu). Publikacja Wydawnictwa Święty Wojciech jest szczegółową relacją z kilku ostatnich lat życia mamy (Minnie) Kena Abrahama. On sam – o czym pisze w swojej książce – początkowo nie dopatrywał się niczego złego w osłabieniu jej pamięci, spadku formy fizycznej oraz zachowaniach i reakcjach różnych od dotychczasowych. Uważał, że wszystko to są naturalne objawy charakteryzujące kogoś, kto cieszy się kilkudziesięcioletnim życiowym doświadczeniem. Wiele do myślenia dało mu dopiero pojawienie się kolejnych niepokojących symptomów: dostrzeganie wpatrujących się w okna mężczyzn w białych garniturach, oskarżanie o kradzież przedmiotów osobistych, niezdolność od kontrolowania oddawania moczu i wypróżniania, utrata „filtrów” pozwalających oddzielić zachowania stosowne od niestosownych, zapominanie o terminach, kleptomania, ataki werbalne, a także upór, bezzasadne narzekania, rozdrażnienie i nierealistyczne wymagania. Naprzemiennie następowały progres i regres, co zawsze jest przyczyną nieodwracalnych zmian w życiu całej rodziny. Dzięki szczegółowej analizie zachowania Minnie Abraham możliwym stało się wypracowanie sposobów postępowania z człowiekiem dotkniętym demencją. Z relacji autora wynika, że Kiedy twój rodzic staje się twoim dzieckiem, bezwzględnie należy przewartościować swoje życie, poświęcając mu więcej czasu, otaczając go nieustanną opieką oraz wzmagając poczucie jego bezpieczeństwa. W zachowaniu Kena czytelnik dostrzega podyktowaną poczuciem odpowiedzialności troskę o tą, której się najwięcej zawdzięcza. Jego podpowiedzi są konkretne, bo osadzone w realiach. Dzięki dodającym odwagi radom kogoś, kto jako wierzący posiłkuje się treścią czwartego przykazania Dekalogu (Czcij ojca swego i matkę swoją), chętni odnajdą w lekturze skuteczną pomoc. A ponieważ szybko biegnący naprzód czas doświadcza każdego z nas, trzeba być przygotowanym na trudne chwile w życiu własnych rodziców. Publikacja Wydawnictwa Święty Wojciech uczy, jak zminimalizować trudności związane z życiem dotkniętych stanem demencji najbliższych. A to najlepszy dowód na to, że koniecznie należy po nią sięgnąć.

WIĘCEJ

Przewodnik-Katolicki.pl

Doświadczenie opieki nad starzejącym się rodzicem może przyczynić się do naszego wzrostu, a nie być tylko przykrym obowiązkiem. Trzeba jedynie dobrze się zorganizować. Nie tylko w kręgu najbliższej rodziny. Kiedy twój rodzic staje się twoim dzieckiem Kena Abrahama czytałam z dużym wzruszeniem, ponieważ jest tam także opisane doświadczenie moje i mojej rodziny sprzed kilkunastu lat, gdy po ciężkiej chorobie umierała nasza mama. Na pewno książka może stać się wsparciem dla każdego, kto staje w tej trudnej sytuacji. /Poszerzony krąg rodzinny/ Idea „Family Conferences Group”, czyli poszerzonego kręgu rodzinnego, została stworzona przede wszystkim z myślą o pomocy rodzinom z poważnymi problemami typu przemoc, narkomania, alkoholizm, rodzinom zagrożonym odebraniem dzieci. Jednak bardzo może nam pomóc, jeśli chodzi o opiekę nad rodzicami. Nie trzeba oddawać matki czy ojca do domu spokojnej starości, może nam się bowiem udać zorganizować dobrą opiekę bez rujnowania życia sobie i rodzinie. Idea FGC jest prosta – tym, co jest dla nas najlepszym wsparciem, są rodzina i przyjaciele. W wielu przypadkach to nie działa, dlatego że na przykład dalsza rodzina nie chce się wtrącać w problemy lub zwyczajnie o nich nie wie. Często rodzina jest skłócona. Ktoś kiedyś coś powiedział lub zrobił i od tego czasu ze sobą nie rozmawiają. Podobnie przyjaciele, bliscy znajomi. Nie chcą się wtrącać w czyjeś osobiste problemy, uważając to za ingerencję w prywatność dorosłych i niezależnych osób. FGC zmienia sposób widzenia problemu. Jak to się dzieje? Generalnie pomysł polega na zorganizowaniu spotkania, zjazdu rodzinnego, na którym przedstawia się problem, z jakim zmagają się konkretni członkowie rodziny. Uczestnicy są proszeni o wypracowanie planu pozwalającego danej rodzinie na poradzenie sobie z tą sytuacją. Plan może obejmować konkretne działania podejmowane przez bliższych i dalszych krewnych czy przyjaciół, ale także propozycje wsparcia instytucjonalnego. Skompletowanie składu rady poszerzonego kręgu rodzinnego bywa trudne. Rodzina może być ze sobą skonfliktowana, ludzie, których problem dotyczy, mogą się bać lub wstydzić ujawnienia ich problemu. A zatem podstawą może być odsunięcie od siebie poczucia wstydu. Czasem potrzebne są mediacje, by w ogóle skonfliktowana rodzina zaczęła ze sobą rozmawiać. Kogo możemy zaprosić, kto zalicza się do tego kręgu? Ciotki, wujkowie, teściowie, babcie, kuzyni, ale też przyjaciele, czasem sąsiedzi, a nawet życzliwi ludzie z pracy czy członkowie wspólnoty religijnej (z parafii, z duszpasterstwa). Na takie spotkanie można też zaprosić zaprzyjaźnionego geriatrę lub kogoś zawodowo zajmującego się opieką nad osobami starszymi, by opisali problemy, wymagania i możliwości instytucjonalnej pomocy. /Rada radzi/ Sama rada wygląda następująco: na początku przedstawiciele instytucji pomocy rodzinie mają krótką prezentację problemu. Na przykład – pracownik socjalny opowiada o standardowych procedurach, możliwościach pomocy, pielęgniarka omawia podstawowe problemy funkcjonowania osoby z demencją itp. Potem stawiamy sobie cel, np.: „Co możemy zrobić, by zapewnić mamie odpowiednią opiekę bez oddawania jej do domu opieki społecznej?”. Następnie rodzina prowadzi dyskusję. Najlepiej przy zastawionym stole (niekoniecznie z alkoholem, jeśli pomysły mają mieć wartość praktyczną). Narada taka może trwać nawet kilka godzin. Po debacie powstaje plan. Doświadczenie osób, które zawodowo prowadzą rady poszerzonego kręgu rodzinnego, pokazuje, że w czasie narady ludzie wypracowują około 18–20 punktów do realizacji, z czego zwykle zaledwie 20 proc. stanowią rozwiązania „instytucjonalne”. Może się okazać, że starzy przyjaciele naszej mamy z chęcią przyjdą ją odwiedzić przynajmniej raz w tygodniu, tylko nie chcieli narzucać swej obecności, a antypatyczny z reguły wujek Zbyszek, choć zastrzega, że „nie będzie nikomu zmieniać pieluch”, może raz na miesiąc przywieźć z hurtowni dużą paczkę tychże. /Opieka jako szansa rozwoju/ Z własnego doświadczenia wiem, że opieka nad rodzicem w demencji może być przygnębiająca. Widzimy ukochaną osobę odmienioną i zubożoną intelektualnie, a także emocjonalnie. I to jest właśnie elementem najbardziej skłaniającym do depresji. Dlatego kluczowa wydaje mi się zmiana perspektywy. Nie opiekujemy się zmierzającą ku śmierci osobą, towarzyszymy jej w podróży ku niebu. Wiele osób na tym ostatnim etapie życia niezwykle wzrasta duchowo. Doświadczył tego Ken, doświadczyłam tego ja, gdy moja mama w ostatnich miesiącach życia, choć niezdolna nawet do jasnego wyrażenia swych potrzeb, była w stanie i chciała odmawiać Różaniec. Prosiła o włączenie Radia Maryja, dzięki któremu wiedziała, że nie pogubi się w kolejnych dziesiątkach i tajemnicach. I ofiarowała to w intencji swoich dzieci i wnuków. Codziennie, przez kilka miesięcy. Inne osoby przeżywają na łożu śmierci nawrócenie i jest to niezwykłym darem, który warto docenić. Choć niedawno przy okazji dyskusji o spowiedzi i przyjęciu sakramentów przez umierającego generała Jaruzelskiego widziałam wiele rozgoryczenia, cieszmy się z „robotników ostatniej godziny”, którzy zdążą się przed śmiercią porządnie wyspowiadać i żałować za grzechy. A jeśli nasi umierający rodzice wpadają w depresję, zwątpienie i oddalają od Boga, jest to dla nas ogromna szansa na wypełnienie największej odpowiedzialności – poprowadzenia ich ku niebu. Przez wspólną modlitwę, czytanie na głos pobożnych lektur, które mogą im przypomnieć czasy niezachwianej wiary dzieciństwa, przez przyprowadzenie duszpasterza o odpowiednim podejściu. A zatem taka opieka, także w wymiarze duchowym, jest dla nas szansą wzrostu, rozwoju cierpliwości, wytrwałości, miłosierdzia i mądrości. [Bogna Białecka - psycholog]

WIĘCEJ

Glos-Katolicki.eu

Ken Abraham z początku postrzega zmiany w zachowaniu swojej mamy - utratę pamięci, spadek formy fizycznej, nietypowe reakcje - jako normalne dla osób w podeszłym wieku. Wkrótce jednak uświadamia sobie, że to demencja; i że nieodwracalnie zmieni ona życie jego mamy, a także życie całej rodziny. Rejestrując pogarszający się systematycznie stan matki, Abraham podpowiada, w jaki sposób radzić sobie z chorobą i jej konsekwencjami w gronie rodzinnym. Z humorem, a zarazem przypominając, że dekalog nakazuje nam czcić rodziców, dodaje czytelnikom odwagi w podejmowaniu obowiązków, częstokroć trudnych, proponuje wiele praktycznych rad, które rodziny mogą zastosować, aby uczynić to doświadczenie bezpieczniejszym, lepszym, znośniejszym dla osoby dotkniętej chorobą. Nie pozwól się zaskoczyć - bądź poinformowany, zanim stawisz czoła wyzwaniom i trudnościom związanym z chorobą Alzheimera lub demencją u drogiej ci osoby. Ta książka może ci w tym pomóc.

WIĘCEJ

ApChor.pl

Jak to możliwe? To pytanie pojawia się jak mantra w życiu niejednego ciężko chorego człowieka i w życiu całej jego rodziny, która nieoczekiwanie staje wobec wyzwań, do których nie została przygotowana. Gdy po raz pierwszy sięgnęłam po książkę Kena Abrahama „Kiedy twój rodzic staje się twoim dzieckiem”, bardziej niż z potrzeby serca uczyniłam to z obowiązku służbowego, który obligował mnie do jej przeczytania i skreślenia paru zdań recenzji. Nawet nie przypuszczałam, że nie będę umiała rozstać się z nią jeszcze długo po zamknięciu ostatniej stronicy. Autor tej niezwykłej pozycji wydawniczej Księgarni św. Wojciecha, Ken Abraham, to znany i popularny pisarz amerykański, który w swoim dorobku ma wiele cenionych pozycji, wśród których aż trzynaście znalazło się na prestiżowej liście bestsellerów „New York Timesa”. W książce, która na długo i niepodzielnie zawładnęła moim sercem opowiada, jak przez kolejne miesiące towarzyszył swojej mamie w jej podróży przez… demencję. Wyznaje, że nie od razu zmiany, które spostrzegł w zachowaniu matki uważał za objawy ciężkiej choroby. Utratę pamięci, spadek formy fizycznej, czy nietypowe reakcje na rozmaite zdarzenia z codziennego życia długo woli postrzegać, jako typowe dla osób w podeszłym wieku. Kiedy w końcu uświadamia sobie, że to demencja i jakie są jej skutki, musi nauczyć się, jak radzić sobie z sytuacją, która zmieni życie nie tylko jego mamy, ale także całej rodziny. I właśnie tymi trudnymi, często bardzo bolesnymi doświadczeniami, ale także zdobytą wiedzą i doświadczeniami postanawia podzielić się z czytelnikami. Czyni to z humorem, a równocześnie z dużą odpowiedzialnością za każde słowo, które wychodzi spod jego pióra. W stonowany i niezwykle taktowny sposób, jakby między wierszami, przypomina nam wszystkim – swoim czytelnikom – o czci należnej rodzicom, niezależnie od tego, w jakiej znajdą się sytuacji. Już na samym wstępie swej książki Ken Abraham stawia nas wobec kluczowego pytania: „Jak to możliwe, utracić ukochaną osobę, kiedy ona jeszcze żyje? Osoba, którą znałeś i kochałeś, siedzi naprzeciwko ciebie, rozmawia z tobą, uśmiecha się – ale w jakiś sposób odeszła lata temu. Dostrzegasz subtelne dziwactwa i kaprysy, które z czasem się nasilają, a mimo to jesteś nieświadom prawdy – że to nie upór i nieumyślne złośliwości starszej osoby; że stoisz wobec wyniszczającej choroby, z którą musisz się zmierzyć, a do walki z nią masz niewiele narzędzi”. Jak to możliwe? Pytanie pojawiające się jak mantra w życiu niejednego ciężko chorego człowieka i w życiu całej jego rodziny, która nieoczekiwanie staje wobec wyzwań, do których nie została przygotowana. Już w samej nazwie tej choroby, pochodzącej od łacińskich słów, które znaczą tyle, co „z dala, poza” i „umysł”, kryje się jej definicja, a wszystko, co się dzieje – czasami stopniowo, w innych przypadkach skokowo – tę definicję potwierdza. Autor wraca wspomnieniami do okresu, kiedy choroba mamy nie dawała jeszcze tak mocno o sobie znać, a tym, co od śmierci ojca dokuczało jej najbardziej, mimo częstych wizyt synów i ich rodzin, była samotność. „Jeden, to najbardziej samotna liczba” – zatytułuje Ken któryś z rozdziałów swojej książki. On i jego bracia skłaniają więc matkę, by zamieszkała bliżej jednego z nich. Kiedy jej demencja sprawia, że na odległość nie można już czuwać nad jej zdrowiem i bezpieczeństwem, Ken postanawia zapewnić jej - najbardziej jak to tylko jest możliwe - dobrą i godną starość, w pobliżu siebie. Przed samym sobą i czytelnikami tak uzasadnia swój krok: „Nadszedł czas spłaty – mama z poświęceniem opiekowała się mną, kiedy byłem dzieckiem i bardzo mnie wspierała w mojej pracy pisarskiej, nigdy nawet nie myśląc o jakimkolwiek wynagrodzeniu. Nigdy nie robiła tego dla pieniędzy czy uznania, robiła to z miłości. Jeśli nawet dożyje setki nie będę w stanie spłacić długu wdzięczności, który u niej zaciągnąłem. Nie czułem się zmuszony do opieki nad nią; czułem się zaszczycony, że będę mógł opiekować się wspaniałą kobietą; kobietą, która ryzykowała własnym życiem, bym ja mógł się narodzić, i która wypełniła swoje życie miłością do Boga, do ludzi i – tak! – do mnie. Nie czułem się przymuszony do opieki nad mamą; to był przywilej, możliwość spłacenia choćby w części, swojego długu w ostatnich latach jej życia”. Ten dług Ken Abraham spłaca konsekwentnie także w najtrudniejszym okresie życia matki, wtedy, gdy do demencji dołączają inne schorzenia starzejącego się organizmu. Sprawiają one, że opieką nad matką musi podzielić się z wykwalifikowanym personelem medycznym. Czytelnicy żyją jego rozterkami, skrupułami, wyrzutami sumienia, które niejednokrotnie są udziałem tych spośród nich, którzy muszą swoich bliskich „oddać” w opiekę szpitalom czy ośrodkom opiekuńczym wyspecjalizowanym w opiece nad osobami starszymi. To także dla Kena czas bardzo trudnych wyborów, ale jednocześnie czas odkrywania pewnej ważnej prawdy: „Przegapiłem zbyt wiele okazji, żeby powiedzieć mamie, że ją kocham. Kiedy tak patrzyłem na tę malutką kobietę w szpitalnym łóżku, przyrzekłem sobie, że odtąd już żadnej nie przegapię” – stwierdza podczas jednego z pobytów matki w szpitalu. Również i w tym swoim postanowieniu pozostaje konsekwentny podczas niemal codziennych wizyt u matki. Tak o tym napisze: „Trzymanie mamy za rękę, kiedy modliliśmy się razem wieczorami uzmysłowiło mi, jak ważny jest dla niej kontakt fizyczny. Tego rodzaju wyrażanie uczuć zawsze było dla mnie nieco kłopotliwe, ale zdałem sobie sprawę, że mama tęskni za czułym dotykiem (…) Bez mojego dotyku czy innego znaczącego dla niej kontaktu fizycznego, do którego nie zaliczała kontaktu z pielęgniarkami czy salowymi (…) mama była w stanie wytrzymać dzień do tygodnia. Na początku było to dla mnie trudne, ale zmusiłem się i przełamałem swoje zażenowanie. Podczas moich wizyt zawsze wyciągałem rękę po jej dłoń, zwłaszcza podczas naszych wspólnych modlitw”. Decyzje, które podjął Ken są jego osobistymi wyborami, stara się ich nie narzucać ani pozostałym członkom swej rodziny ani tym bardziej czytelnikom. Jednak jego postawa zmusza do refleksji i zweryfikowania własnych reakcji w sytuacjach, przed jakimi może nas postawić choroba – zwłaszcza taka jak demencja czy choroba Alzheimera – bliskiej nam osoby. Kiedyś jedna z córek Kena, skąd inąd bardzo kochająca babcię, zadała mu pytanie: „Tato, jak ty dajesz radę jeździć tam dzień w dzień… to takie przygnębiające… Jak ty to wytrzymujesz?” Kena nie mogło zgorszyć jej pytanie. Kiedyś, jako chłopiec, zadał podobne swojemu ojcu, który dzień po dniu, rok po roku odwiedzał swoją chorą na demencję siostrę, nawet wówczas, kiedy straciła już ona zdolność komunikowania się z kimkolwiek. Z troski o ojca zaproponował mu wówczas: „Co się przejmujesz! Możesz sobie zrobić małą przerwę. Ciocia Anna nawet nie będzie wiedziała, jeśli od czasu do czasu nie pojawisz się przez kilka dni”. Ojciec dał mu wówczas odpowiedź, która w pewien sposób zaważyła na całym jego życiu. Powiedział tylko: „Ale ja będę wiedział”. I teraz on – Ken Abraham - w podobny sposób może odpowiedzieć swojej córce: „Nie odwiedzamy babci Minnie ze względu na to, czy jest tak wygodnie, czy nie. Odwiedzamy ją, ponieważ kochała nas jeszcze przed naszymi narodzinami, a teraz nasza kolej, aby dać wyraz naszej bezwarunkowej miłości. Odwiedzamy ją nie dlatego, że tak jest łatwiej lub przyjemniej; odwiedzamy ją, bo po prostu tak należy postąpić”. Czym tak naprawdę jest książka Kena Abrahama „Kiedy mój rodzic staje się moim dzieckiem”? Biografią? Kroniką zmagań z chorobą tak ciężką, jak demencja? Poradnikiem dla tych, którzy stanęli wobec podobnych wyzwań? Tak, z pewnością także wszystkim tym po trochu. Dla mnie jest jednak przede wszystkim zapisem pięknej miłości, niezależnej od okoliczności, miłości „aż po grób”: dzieci do rodziców i rodziców do dzieci. Jest zapisem miłości Boga i człowieka ale także i może przede wszystkim… Boga w człowieku. Taka miłość boli, czasem bardzo boli. Dlatego nie dziwią rozpaczliwe pytania, jakie i Ken stawia Bogu siedząc przy łóżku umierającej, bardzo już cierpiącej matki. Kiedy jego serce krwawi i tak bardzo chciałby jej tych cierpień zaoszczędzić, pyta: „Panie, dlaczego ona musi to znosić? W jakim celu? Boże, czego ma Mnie to wszystko nauczyć? Mam zobaczyć, jak umiera święty? A może powinienem nauczyć się okazywać więcej miłosierdzia tym, którzy cierpią? Albo, że życie to nie wszystko i że Bóg trzyma dla nas w zanadrzu coś, czego nasze oczy nie widziały, a umysły nie są w stanie sobie wyobrazić? Czegokolwiek mam się nauczyć, Boże, proszę, pomóż mi nauczyć się tego szybko” – modli się żarliwie. Ktoś kiedyś powiedział, że wszystko, co naprawdę dobre, musi boleć. Ken Abraham pojął to do końca z chwilą śmierci matki. Niedługo przed tym dniem usłyszał od niej słowa: „Tylko pamiętaj, aby podziękować Panu Bogu za wszystkie dobre chwile, które razem przeżyliśmy (…) Czekam na Jezusa… jestem gotowa odejść” – powiedziała, a on już wiedział, że nie wypada się smucić, kiedy była tak bardzo gotowa do drogi. Kiedy po jej śmierci patrzył na nieruchomą, ukochaną twarz, miejsca po wszystkich pytaniach i wątpliwościach szybko wypełniły ufność i spokój. „Tak, wierzyłem. Wierzyłem bardziej niż kiedykolwiek wcześniej” – wyznaje czytelnikom i wie, co teraz powiedziałaby mu – wolna już od demencji czy choroby Alzheimera – matka: „Nigdy w życiu nie czułam się lepiej”. Wierzę, że każda kolejna stronica tej pięknej książki wielu ludziom przyniesie nadzieję, podobnie jak mnie natchnie optymizmem i pomoże zrozumieć te same prawdy, które jej Autor odkrywał w kolejnych dniach, miesiącach i latach życia swej matki. [Danuta Dajmund]

WIĘCEJ

RadioZamosc.pl

Recenzje czytelników

Średnia ocen: 5

5 gwiazdek
1
4 gwiazdki
0
3 gwiazdki
0
2 gwiazdki
0
1 gwiazdka
0

Dodaj swoją recenzję

Mam konto

Nie mam konta

Skorzystaj z konta

Zaloguj się

Recenzje kupujących

Piotr

Opinia z dnia: 13.11.14r

Książka niezwykle pomocna. Korzysta przede wszystkim ten, kto opiekuje się osobą dotkniętą demencją - mniej nerwów, a więcej zrozumienia...

Recenzja była przydatna

Kaza

Opinia z dnia: 03.06.14r

Świetna książka, mogąca być nieocenioną pomocą dla osób, których starzejący się bliscy na ich oczach zmieniają się z miłych, życzliwych ludzi, w zgryźliwych, despotycznych staruszków. Opisane z należytym dystansem prawdziwe sytuacje, tak podobne do tych, z którymi mamy do czynienia opiekując się naszymi "dziwaczejącymi" rodzicami, pozwalają zrozumieć, co tak właściwie dzieje się z naszymi bliskimi i spojrzeć z innej perspektywy na zmiany, jakie w ich osobowościach wywołuje nieuchronny proces starzenia.

Recenzja była przydatna

Recenzje czytelników

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. akceptuję